W ramach kolejnej odsłony projektu historycznego Powstanie Styczniowe 1863-2013 pragniemy zaprezentować tajną prasę powstańczą o tych wydarzeniach. Zachęcamy do poznania informacji powstańczych, które zostały odczytane z autentycznych materiałów, pochodzących z czasów walk narodowowyzwoleńczych Polaków. Trudu odczytania treści z oryginalnych tekstów i przygotowania plansz informacyjnych na parterze w szkole podjęli się uczniowie klasy 1f: Ola Bąbol, Iza Adamek, Amanda Kulbat, Karolina Śpiewak, Patryk Ortel, Agnieszka Derendarz, Marta Drozd, Magda Mastalerz i Iga Ostrowska z 1d.

organizatorzy

Prawda

(19 kwietnia - 27 lipca 1863 r.)



Pismo wychodziło raz w tygodniu i należało do bardzo nielicznej grupy tajnych czasopism, które ukazywały się w miarę regularnie. Łącznie wydano 12 numerów. Drukowano je w podwarszawskiej kolonii Jabłonnie, najprawdopodobniej w Zasławiu oraz w Warszawie, w domu na rogu ulic Żurawiej i Kruczej. Druk "Prawdy"; jest obustronny dwu i trzy szpaltowy, format pisma zmienny, objętość wynosi 2 strony (nr 1-9), a potem zwiększa się do 4 stron. Cena jednego egzemplarza wahała się od 10 do 15 groszy.



Z relacji świadków wiadomo, że pismo redagowało wiele osób, wśród redaktorów z imienia i nazwiska znani są: Władysław Sabowski - dziennikarz, literat, poeta, który sympatyzował z czerwonymi, Aleksander Kraushar, Henryk Merzbach, Józef Warzymski. Zecerami pisma byli: Józef Harasimowicz i Jan Wójcicki.



"Prawda" rozprowadzana był głównie w Warszawie przez studentów roznoszących ją w rękawach mundurów i dostępna także na prowincji. Stanowiła ona najpoważniejszy organ prasy powstańczej, autoryzowany przez Rząd Narodowy, ale wydawany z prywatnej inicjatywy. W piśmie odcinano się od rewolucji socjalnej, a rozstrzygnięcie kwestii ekonomicznych odkładano na czas po zwycięstwie nad zaborcami. Nawoływano do odrzucenia podziału na białych i czerwonych oraz do połączenia w celu wspólnego prowadzenia walki. Potępiano ugodową politykę władz powstańczych, jak też zbytnie wiązanie nadziei na interwencję innych mocarstw.



Duża niezależność czasopisma okazała się niewygodna dla Rządu Narodowego, który udzielił mu upomnienia za szerzenie idei sprzecznych z ideologią powstania. Upomnienie to, wydrukowane i skomentowane w numerze 11 "Prawdy", stało się sensacją opisywaną w prasie zachodniej, a jedno z berlińskich pism satyrycznych - "Kladderadatsch" zamieściło karykaturę będącą komentarzem do tego wydarzenia. Rozpętana przez Rząd Narodowy kampania przeciw "Prawdzie" spowodowała, że potępiła ją warszawska prasa tajna oraz prasa zakordonowa, i w ten sposób zmuszono ostatecznie redaktorów do zawieszenia wydawania pisma. W 12 numerze, który wyjątkowo ukazał się z dwutygodniowym opóźnieniem zamieszczono notatkę, że jest to numer ostatni.

Dziennik Narodowy

(10 maja - 30 sierpnia 1863)



Miejscem wydania „Dziennika Narodowego”, jak większości pism tajnych, była Warszawa. Znanych jest 8 numerów, które ukazywały się nieregularnie. Pismo drukowano w układzie dwuszpaltowym, obustronnie, w formacie ok. 26 cm. Numer liczył przeciętnie od 4 do 7 stron. Cena egzemplarza: 10 gr pol. widnieje na końcu każdego egzemplarza. Zamieszczona informacja „W drukarni Rządu Narodowego” oraz „Nabyć można drogą organizacyjną” świadczy o tym, że „Dziennik Narodowy” wydawany był z upoważnienia Rządu Narodowego i przynajmniej w założeniu miał on być oficjalnym jego organem.



Pismo składane było w mieszkaniu Józefa Wagnera przez Józefa Łojko, tego samego, który składał również pismo „Niepodległość”, i następnie drukowane było w tych samych, co „Niepodległość” lokalach. Gotowe do druku szpalty odwożono na ul. Elektoralną, gdzie mieściła się maszyna drukarska. Odbijaniem szpalt zajmowali się drukarze: Teofil Ząbkowski, Lubomir Wider i junkier dymisjonowany - niejaki Izydor. Drukarnię przenoszono ze względów konspiracyjnych do różnych lokali. W końcu maja drukowano na ul Dzielnej, następnie w domu na rogu przy ul. Twardej i Siennej, i z powrotem na Elektoralnej. Przez kilka tygodni składano szpalty na Sewerynowie, odbijano je zaś w drukarniach prywatnych Józefa Harasimowicza i Ignacego Kokoszyńskiego, a być może też pismo drukowano częściowo i w innych drukarniach prywatnych.



„Dziennik Narodowy” redagował Adolf Hennel oraz przypuszczalnie Stanisław Krzemiński. W numerze pierwszym, który ukazał się 9 maja, znajduje się wywód o zgubność orientacji prorosyjskiej: „cesarska polityka jest zawsze jednakowa. Jeśli na s więzi, łupi, morduje, pali, to powiada, że dla naszego dobra to robi. Wydając amnestię [car] miał takież same dobro nasze na widoku: dokument ten czuć mordem, pożogą i stłumioną wściekłością. Dwoma rodzajami broni walczą z nami nieprzyjaciele: siłą i zdradą. Pierwszej nie ulegliśmy nigdy, ostatnia, niestety, zawsze nam zgubną była. Ilekroć rzuciliśmy się na wroga z orężem w ręku, zawsze rozbrojeni zostaliśmy jego przewrotnością, łatwowiernością naszą”.



W czasopiśmie zdawano relacje z pól bitewnych, z wyników poszczególnych potyczek oddziałów partyzanckich. Wiele miejsca w „Dzienniku Narodowym” poświęcono sprawie interwencji mocarstw zachodnich, z czym łączono największe nadzieje. Zamieszczono tu m.in. przytoczone w całości noty dyplomatyczne dotyczące sprawy polskiej wystosowane przez zachodnie mocarstwa do Moskwy. Drukowano też wiadomości z zagranicy, które miały wskazywać nieodzowność zbrojnej interwencji na ziemiach polskich zachodnich mocarstw. Przyczyna zaprzestania wydawania pisma w sierpniu 1863 r. nie jest dokładnie ustalona.

Ruch

(5 lipca 1862-14 lipca 1863)



Prawdopodobnie ukazało się 17 numerów tego pisma. Było to wydawnictwo urzędowe Komitetu Centralnego, a później Rządu Narodowego. Na zebraniu Komitetu Centralnego, które odbyło się 3 lipca, na redaktora powołany został Agaton Giller. „Ruch” zastąpił „Głos Warszawy” (pismo Komitetu Miejskiego), jego miejsce zaś jako oficjalnego organu Rządu Narodowego, w lipcu 1863 roku zajęła „Niepodległość”. Czasopismo ukazywało się w nakładzie ok. 2000 egzemplarzy i rozchodziło się głównie drogą organizacyjną. Cena egzemplarza wynosiła 15 gr. Pismo drukowano w różnych drukarniach, zdarzają się różne wydania jednego numeru. Druk jest dwustronny, ilość stron w poszczególnych numerach waha się od 1 do 4. Format czasopisma zmienny.



Przeglądając pismo warto zwrócić uwagę na pieczęcie, którymi jest ono opatrzone. W okresie Powstania Styczniowego większość oficjalnych druków Organizacji Narodowej, w tym zwłaszcza tytuły tajnej prasy, posiadały odciski pieczęci potwierdzające ich autentyczność. W 6 numerze „Ruchu” z dnia 12 października 1862 roku zamieszczono odcisk pieczęci Komitetu Centralnego Narodowego. Wyryty został na niej połączony herb polsko-litewski. Od tego momentu także na innych wprowadzonych w tym okresie pieczęciach urzędów narodowych widniało właśnie takie godło. Z kolei w numerze 14 z 1863 r. odbita została wyryta w kole pieczęć z napisem: DYKTATOR. KOMIS: WYKONAWCZA. Pieczęć ta należy do rzadkości, uwierzytelniono nią bowiem niewielką liczbę dokumentów. Została ona sporządzona specjalnie dla Komisji Wykonawczej, w którą przekształcił się Komitet Centralny po proklamowaniu dyktatury przez Mariana Langiewicza. Po upadku dyktatury powrócono do starych pieczęci, którymi posługiwano się do 10 maja 1863 r. Pieczęć Rządu Narodowego z potrójnym godłem zwieńczonym koroną i napisem: RZĄD NARODOWY. RÓWNOŚĆ WOLNOŚĆ NIEPODLEGŁOŚĆ znajdujemy na numerze 16 pisma z 1863 r. Po 27 czerwca 1863 r. tajna prasa, ulotki i wszelkie druki opatrywane były pieczęcią Drukarni Rządu Narodowego. Pieczęć ta widnieje na numerze 17 z 1863 r.



Do głównych zadań „Ruchu” należała popularyzacja ideologii obozu czerwonych. Artykuły w nim zamieszczane dyskutowane były przed opublikowaniem na sesjach Komitetu. Obok artykułów programowych drukowane były także na łamach „Ruchu” ważniejsze dekrety Komitetu Centralnego oraz numery kwitów wydanych płatnikom podatku narodowego.



W piśmie ukazały się między innymi: Manifest z 22 stycznia, dekrety uwłaszczeniowe, (nr 12 z 1863 r.) odezwa Mariana Langiewicza i jego nominacja na generała (nr 14 z 1863 r.).

STRAŻNICA.

Warszawa dn. 10 stycznia 1863 roku.

Kiedyś w r.1861 rozpoczynali wydawnictwo nasze, kiedyśmy z gór i wości jedynie obywatelskiej zmuszeni zostali do stanięcia na straży godności narodowej, do ostrzegania o wszelkiego rodzaju zasad […] na zgubę Polski, do popychania sprawy naprzód i ciągle na przód w Imię Boże, nie wygłaszaliśmy żadnej z góry politycznej doktryny, nie wznosił jakikolwiek stronniczej chorągwi, lecz wypowiedzieliśmy, że dążymy do odzyskania bytu narodowego, do wyparcia ze swej ziemi najazdu. Pod hasłem tem uderzyliśmy na gwar wołając o Organizację w całem znaczeniu tego wyrazu; o organizacji, któryby najdrobniejsze nawet siły narodu gromadziła, skupiała; o organizację, któryby wszystko i wszędzie na wskroś przerznęła i wszelkie zasoby materialne i moralne kraju na pożytek odzyskania niepodległości obróciła. Pod hasłem tem, które nieustannem była dla nas bodźcem do ciągłego postępowania naprzód, do czerpania wszystkiego, nie z doktryn, lecz z życia i usposobienia narodu; pod hasłem tem które nasbe ustannie nadzieją ujrzenia niepodległej Polski zagrzewało, pochlebiamy sobie, iż pracowaliśmy sumiennie i wytrwale, i żadne względy, żadne objawy zdań i przekonań stronniczych, nie zdołały nas zwrócić z raz obranej drogi. A trudna i ciężka była droga, pełna […], podniecana radością, z widoku powstających i innych pism za przykładem Strażnicy i napełniana głębokim smutkiem, gdy te pisma nie mogły się ostać w obce napotykanych trudności. Szczerbiec, Pobudka, Sternik, Głos bratni, Prawdziwy patriota, Głos z Warszawy, Męczennicy, były temi krótko trwałemi w tym czasie organami dążeń narodowych. Tylko Ruch potężny swem pochodzeniem, tylko Głos kapłana polskiego potężny znakomitą redakcją, ani na chwilę się nie zachwiały, a tem samem podniecały nasz zapał do pracy. Wypowiadamy te słów kilka z okoliczności rozpoczęcia niniejszym numerem trzeciego roku naszego wydawnictwa, a wypowiadamy je nie z żadnych próżnych przechwałek, lecz w chęci bliższego określenia naszego stanowiska na przyszłość zwłaszcza, że przeszłością swoją zarobiliśmy na uznanie kraju. Nie unosimy się tu żadną czczą chwalbą, bo wiemy aż nadto, że zakres naszego działania jest bardzo mały, że zakres ten dałby się daleko lepiej wypełnić, gdyby go zdolniejsze ujęły ręce; ale jakkolwiek owoc prac naszych mógł być mały, wypowiadamy śmiało, iż działaliśmy sumiennie i wytrwale. Jeżeli Strażnica choć jedną odrętwiałą rękę pobudziła do czynu, jeżeli choć jeden obojętny umysł skłoniła do zastanowienia się nad położeniem Ojczyzny, jeżeli choć jedno zimne rozgrzała serce, w takim razie powołanie jej spełniane i nie naprężna była praca nasza. Być jednak mało żeśmy się nieraz pomylili w sądzeniu o sprawach bieżących, bo błądzić ludzką jest rzeczą, lecz samo pobudzanie ziomków do zastanawiania się nad położeniem kraju, samo przedstawianie […] różnorodnych matactw zdrajców, odstępców, opasów i tchórzów, oraz bezustannie dokonywanych nad Polską okrucieństw najazdów, samo pobudzanie do ciągłej walki z najstraszniejszym naszym wrogiem, bo z własną obojętnością, dostatecznie odpowiada celowi, jakiśmy sobie założyli. Tóm przekonaniem powodowani, będziemy i nadal w tym samym kierunku wydawać Strażnicę, a kierunek ten jako wyssany z usposobień i potrzeb narodu, otrząśnięty ze wszelkich teorii papierowych silnie związany z przeszłością i śmiało naprzód kroczący, otwarcie wypowiadamy. Według naszego pojęcia rzeczy do upadku Polski przyczyniło się wiele złe sprowadzone przez Sasów i panów z zagranicy, a tak druga jej niewola pochodzi stąd, że pracujący nas wskrzeszeniem i ludzie, i stronnictwa więcej liczyli na środki za granicą wyrozumowane, a stąd zanadto oddalili się od przeszłości, od usposobień będących we krwi obywateli. Ta chęć usłużenia co rychlej przez zaprowadzenie koniecznej zmiany rządu w Polsce do tego nawet posunęła się stopnia, że zażądano od J.J Rousseau’a, który nie umiał służyć własnej ojczyźnie, aby stworzył zasadniczą ustawę rządu Polski. Wielcy mężowie Stanisławowskich czasów, widzieli upadek Rzeczypospolitej, duszą i sercem chcieli wszystko złe wykorzenić i ku dobremu popchnąć, ale też przy najlepszych swych chęciach zapomnieli, że to nie wolność, lecz spanoszonej szlachty swawola była przyczyną z tego , że tylko tę swawolę trzeba było stanowczo nakrócić na podstawach zaczerpniętych z przeszłości, że to nie o zmianę, lecz o poprawę rządu chodziło. Ta to przyczyna spowodowała upadek znakomitej pod każdym względem ustawy Rządowej 3 Maja, bo ta przyczyna sprawiała, że kupieni za moskiewskie złoto najohydniejsi zdrajcy Targowiczanie, umieli swemi odezwami bałamucić ogłupiałą i opojoną szlachtę tym tylko przeciw ustawie zarzutem, że nowatorzy chcą pozbawić naród złotej wolności i zagraniczny despotyzm do Polski wprowadzić. Z upadkiem kraju upadła jakoś wiara we własne siły, a stąd gorący patrioci zwrócili się ku wielkiej rewolucji francuskiej, bo ta rewolucja potężnie biła tyranów Polski. Zwrócili się później do despotyzmu Napoleona, choć Napoleon i zdradzał i poił […] Polskę ale Napoleon gromił wszechwładnie Moskali i Niemców, rozbijał na sztuki najzawziętszych wrogów Polski i wykrajał Księstwo Warszawskie, w którem nic a nic nie było polskiego. Później znaleźli się i tacy, co zapomniawszy zupełnie o świetnej przeszłości, uwielbiali nowy ład moskiewskiej Kongresówki, w której oprócz obudzonego starego ducha przeszłości, także nic a nic nie było polskiego, bo wszystko na sposób cudzoziemski przykrajane, wszystko dążyło do zabicia tego nieśmiertelnego ducha Polski, do spo[t]warzenia przeszła ci pojawieniem najbezczelniejszych kłamstw za dzieje narodu. Zarzucano nam […], nieład, brak karności i wytrwałości w czymkolwiek, usposobienie dezorganizacyjne; bałamucono nas od dzieciństwa, że Polska sama nie zdoła ustalić u siebie porządku, że koniecznie potrzebuje jakiegoś tyrana, co by niesforną szlachtę w karabach utrzymał, stawiano czasy zepsucia wprowadzone z Sasów na miejsce świetnej przeszłości […] wielkich ojców naszych. […] Kiedy kraj precz odżył przez ciężkie przesilenie, kiedy chcieli ustalić swój byt to waży ki na zasadach odpowiednich wymaganiem wieku, Polska od dawna dałaby przykład narodu wolnego ale karanego, oświeconego, broniącego odwiecznych zasad, na których się porządek społeczny gruntuje. W takim stanie zstał nas r. 1830, w którym pomimo poświęcenia obywateli, pomarło bohaterskiego wojska, upadliśmy dla tego tylko, że kierownicy sprawy, jakby zupełnie nie znali przeszłości narodu, odmierzali wszystko wiedeńsko-francuskim łokciem. Po upadku powstania listopadowego prawie wszystko co czuło i myślało, […] więzili moskiewskie, znalazło się we Francji. W […] położyła nasza emigracyja, bo pracowała dla kraju, dopóki nowe nie wzrosło pokolenie, dała też ta emigracyja rozbiwszy się na obozy i w jednym i w drugim się wynaradawiała i po francusku chciała zbawić Polskę, niezgody swe roznosząc do Ojczyzny, tworzą zupełnie niepotrzebne w niej stronnictwa, z których każde naprzód [ukutem] i prawami chciało uszczęśliwić Polskę. Wpraw łzie ani jedno z tych ziaren nie padło na próżno, być może nawet że ten zasiew konieczną był dla nas szkołą, bo zwrócił nas na właściwą drogę i przekonał, że tylko w kraju dla kraju pracować można, bo nas nauczył, że przyszłość nasza nierozerwalnym węzłem musi być połączona z przeszłością. A święta, wielka i czysta była ta przeszłość! Przeszłość tę w zupełności za postawę bytu narodowego przyjąć winnym i tylko posawać ją naprzód zgodnie z duchem czasu nam wystarcza i wszystkich zadowolą przy dwóch tylko koniecznych poprawkach, a to przez rozciągnięcie służących niegdyś przywilei [szlacheckich] na wszystkie bez różnicy wyznań i stanów obywateli i przez zastąpienie liberum weto prostą większością głosów. Nie mamy tu jednak zamiaru rzucać zasady przyszłych praw dla odrodzonej Bóg da Polski, zwłaszcza że ta rzecz i nie na czasie, i zupełnie do nas nie należy lecz powtarzamy raz jeszcze, że ze zwrotem starych praw naszych i wprowadzeniem do nich zmian z duchem czasu zgodnych, od razu pod względem urządzeń staniem wyżej od innych europejskich ludów, które dziś […] wywalczają dla siebie prawa, jakiemi przed wieki rządzili się nasi ojcowie. Takie to są nasze zasady, temi się kierujemy i pewniej; te my, że przy jedności i żywej działalności dojdziemy do wyparcia najazdu z Polski, byleśmy tylko nie wątpili o naszych siłach, byleśmy nie oczekiwali żadnego zbawienia z zagranicy, bo zagranica jeżeli nic nie pomoże, to pewno za zkwizi, bo tylko w Polsce dla Polski skutecznie służyć i z pożytkiem dla niej umrzeć można.
Zawiszy nad Polską rozbój przybrał nazwisko władzy i nic tylko, że pod tym pozorem wybiera podatki, porywa w nocy rekruta, pędzi do na kraj świata, wydaje ustawy przeciwne pomyślności kraju, ale nadto bałamuci sumienia i rozumy. Bezczelne bowiem kłamstwa udaje za prawdę; podłość, przedajność i zdradę za obowiązek; Religję ową. Boską Religję używa na uprawnienie rozboju i kradzieży na nas dopełnianych. Bo czemuż są owe podatki z nas wyciskane, a obracane na utrzymanie potęgi Moskwy, carskiego domu i jego szpiegów?- kradzieżą. Czemże są owe tłumy rekrutów zapędzane w moskiewskie szeregi z ostatecznem wyniszczaniem ziem polskich? – kradzieżą i rozbojem. Czem jest owe odarcie Polski z potęgi, samoistności, własnej woli?- Grabieżą, gwałtem i mordem. Środki ku temu używane , jak były tak i są równie podłe, dzikie, jak i sam cel. Zdrajców i szpiegów opłacają pieniędzmi wyjętymi z naszej kieszeni; za pośrednictwem tych zdrajców dzielą nas między sobą, rozbudzają brudne namiętności i na nich potęgę swego panowania opierają. Aby zabezpieczyć się od tych gwałtów, trzeba oczywiście jednością i siłą wyprzeć najazd z ziemi naszej. Silni jednością, poświęceniem drobniejszych i dalszych interesów dla wielkiego, stworzymy potęgę, która stanowczo skruszy naszych wrogów. Jak, w każdym numerze naszego pisma, tak i dziś wzywamy naród do ściśnięcia szeregów do baczności, do jedności. Wróg ani chwili nie spoczywa, niech więc każdy patryota, każdy Polak staje tam, gdzie trwa walka zacięta, niech zapełnia szeregi, niech bacznym okiem szuka nieprzyjaciela i stara się go razić czem będzie mógł i jak będzie mógł. Każdy na swem stanowisko znajdzie stosowny oręż i bliskiego wroga; a gdy przyuczymy się do tego karnego starania w szeregu, do tej walki na charaktery, to znajdziemy wkrótce są osobność do stoczenia ostatecznej walki na bagnety.

STRAŻNICA.

Bywają chwile w życiu narodów, w których się na nic zdały wszelkie rozumowania i sądy, w których kraj tylko czynu, odwagi i wytrwałości po swych obywatelach wymaga, w których każdy członek społeczeństwa postępowaniem swem stanowczo wypowiada, czy chce szczęścia lub też niewoli swej własnej ojczyzny. Takie to chwile nadeszły obecnie dla Polski, bo już krew polska się polała, a polała się za winę ojców naszych, za odzyskanie utraconych swobód narodowych, […] krew polska zmieszała się na polu bitwy z najezdniczą posoką carskich służalców, bo już nie ma rozumowania czy ten lub ów sposób skuteczniejszy będzie do wyparcia najazdu, gdyż już nieodzowna konieczność wymaga kupić pod jedną chorągiew, gromadzić wszystkie siły, alby ten najazd stanowczo wyprzeć z nieszczęśliwej naszej Ojczyzny, aby odetchnąć całą piersią powietrzem […] i zanucić wielką pieśń odnowienia. Tak jest, nadeszła ta wielka chwila dla Polski, w której pod największą zdradą kraju powinny umilknąć głosy stronnicze tchórzów i samolubów, w której w miejsce rozumowań powinien poświęcać swe tchnienie i krew dla wyzwolenia się z jarzma niewoli; stawać w szeregach narodowych i na śmierć walczyć z najzawziętszym naszym wrogiem, z niemiecko-mongolską Moskwą. Kto zaś tego świętego obowiązku pod jakim bądź pozorem usuwać zechce, tego […] na zdrajcę kraju ogłaszamy i jako takiego traktować będziemy. Nie ma już rozumowania, nie ma go już dla Strażnicy, a jeżeli głos podnosimy, to tylko dla popierania jedynej dziś powinności każdego obywatela, to tylko dla podawania prawdziwych szczegółów z pola bitwy, dla obznajmienia rodaków z rzeczywistym położeniem na rzeczy, które Moskwa dla obłupienia ducha w kłamliwem zawsze w gazetach, przez szpiegów i jurgieltników przestawiać będzie światło. Urządziliśmy nawet stałą w tej mierze z obozów naszych stosunki, aby Warszawa, ta Warszawa, która jest zawsze Warszawą, wiedziała co się dzieje w kraju i za danym znakiem podobnie jak wszystkie ziemie Polski, powstała i zgniotła […] mongolskich pasożytów. Wprawdzie wiadomości nasze, skutkiem samej trudności wydawnictwa muszą być częstokroć spóźniane, lecz będą one zawsze pewne: dziś nawet nie możemy stanowczo podać nazwisk członków rządu narodowego, który wynurzył się już z łona ludu, nie podajemy takoże nazwisk dowódców oddziałów, dopóki te oddziały stanowczo się nie urządzą, jako każdy przyzna, że w przeciągu dni kilku, zwłaszcza przy tem niespodzianym zaskoczeniu wypadków, nie było jeszcze na to czasu, choć znalazł się już czas na zgromienie w kilku miejscowościach Moskwy. Organizacja bowiem narodowa, a na jej czele Komitet Centralny, dążył stale do wyparcia z swej ziemi najazdu i gromadząc ku temu stosowne środki, zaskoczony został znienacka przez Konstantego i Wielopolskiego branką, obliczoną na przerażenie narodu, gdyż nie był pobór popisowych, lecz barbarzyńskie chwytanie po nocy niedorostków, starców i ułomnych wszelkiego rodzaju, albowiem listy poborowe nie były nawet jeszcze wykończone. Na drugi dzień z rana, szpiegi z pomocą żandarmami i wojskiem, dowodzeni przez Zygmunta Wielkopolskiego, chwytali dalej po ulicach młodzież, ale ta młodzież krew z krwi, kość z kości młodzież polska, gotowa na wszelkie poświęcenie dla ojczyzny, gotowa w każdej chwili na śmierć, byle tylko nie przyjąć służby u wroga, nie bacząc na obstawienie rogatek i wałów miasta, przerzyna się jak może bezbronna po za kordony kozacze i w lekkim miejskim ubiorze, bez kawałka chleba, któryby pierwsze potrzeby życia zaspokoić mogła, śpieszy wskazane sobie dorywczo miejsca. W przeciągu 48 godzin, 400 gromadzi się w Puszczy Kampinoskiej, a 800 w lasach pod Serockiem. Na wieść tę lud wiejski, poczciwi chłopi, Polacy z całym zapałem patriotycznym, śpieszą z pomocą Warszawiakom i już to strawą, już cieplejszym odzieniem, już jakiem […] składają ofiary na ołtarzu Ojczyzny. Warszawa nie zapomina swych dzieci kaszle im pomoc. Komitet Centralny Narodowy, jakko wiek w trudnem położeniu, nie zachwiał się jednak, kreślił na prędce plan kampanii, wysyła wojskowych instruktorów i dowódców, tworzy szeregi, zbroi je jak może i do zwycięstwa prowadzić powstanie. Moskwa nie zasypia też sprawy i wysyła znaczne siły z jednej strony […], chcąc znajdujące się siły na przód w kąt utworzony przez ujście Bzury do Wisły, a drugiej pod Serock, aby te wspólnie z mającą wyjść załogą z Modlina otoczyły i zabrały dopiero co zawiązujące się narodowe szeregi, które codziennie zwiększają się przybywającymi chłopami z okolic, w kosy na prędce uzbrojonymi. Kość więc rzucona, kampanija rozpoczęła się nie ma innego wyjścia nad skuteczne gromienie Moskwy na całym obszarze Rzeczypospolitej. Przed daniem jednak dalszych szczegółów z tej rozpoczętej obecnie wojny, zwracamy uwagę wszystkich, że nie jest to wojna regularna, lecz wojna partyzancka, której zadaniem nie odnosić stanowczych zwycięstw, dopóki nie zbiorą się odpowiednie ku temu siły, lecz ciągłe tropienie i niepokojenie nieprzyjaciela, niszczenie drobnych jego oddziałów, zabieranie zapasów, przejmowani gońców i pieniędzy, niszczenie wszystkich dróg komunikacyjnych, z których wróg mógłby korzystać, być wszędzie i nigdzie, zniknąć stamtąd gdzie się nieprzyjaciel nas spodziewa, a ukazać w miejscu, o którym ani myślał, jednym słowem uniemożliwić panowanie najazdu w kraju, pozbawić go żywności, wycieńczyć ciągłem czuwaniem, pozbawić można go wszelkich [kontaktów] z innemi oddziałami, aby tym sposobem zgłodniały, strudzony i zniechęcony wyrzekł się najezdniczych uroszczeń i utknął przed wszech-potężną wolą żywotnego narodu. Taki to dzisiaj jest poród naszej obecnej z Moskwą wojny i świetna przy samem wykupieniu zyskaliśmy powodzenia, choć nie możemy głosić Napoleońskich o stoczonych bitwach biuletynów. Polska zrozumiała od razu ważność i skuteczność podobnego rodzaju wojny, gdyż za przykładem oddziałów Kampinoskiego i Serockiego, podobnie po całym pozawiązywały się kraju. Pierwszy szczęśliwie pod Seceminem przez Wisłę, a drugi przeprawił się za Narew i obadwa udały się w Płockie, przechodząc przez różne miasta, w których wypoczywały i zajęły na dłużej Nasiolsk, Płońsk i Raciąż. W dniach 22, 23 i 24 na wielu od razu punktach uderzono na Moskwę. Pierwszą utarczkę stoczono w Płockiem 22 stycznia z 50 kozakami, którzy pierzchli straciwszy kilku ludzi, 23-go zaszła bitwa z sotką piechoty we wsi Ciułkwie pod dowództwem pułkownika Kozłainowa, a widać nieźle się Moskwa trzymała, gdy dopiero po utracie 70 ludzi reszta uciekła do Płocka. W nocy z 23 na 24 pomino waleczności Płocczan, ciężka w tem wojewódzkiem mieście ponieśliśmy klęskę, a choć żal poległych i wziętych do niewoli, to całonocna ty bitwa przy biciu we dzwony, do bohaterstwa ze strony powstańców posunięta, staje jako nauka dla partyzantów, aby ściśle spełniali rozkazy i nie rozpoczynali z przeważającemi siłami walki, gdyż obecnym zadaniem niepokoić nieprzyjaciela i niszczyć wszędzie drobne jego oddziały, czem daleko więcej można mu szkodzić, aniżeli jedną wygraną bitwą. Pomimo straconej na ulicach Płocka potrzeby, całe województwo w wybornem znajdzie się położeniu. Z Krakowskiego i Sandomierskiego nie otrzymaliśmy dotąd pewnych wiadomości, wiemy tylko, ze południowe Kongresówki powiaty silnie i dobrze uzbrojone do boju wystąpiły i że przy pierwszem uderzeniu w Jędrzejowie zabrały Moskwie działa, choć próżny to ciężar w wojnie partyzanckiej, gdyż trudny do utrzymania dla niemożności łatwego przenoszenia z miejsca na miejsce. To samo da się powiedzieć o Lubelskiem, gdzie chłopi stanowczo w kosy się zbroją i stoczyli już walkę z Moskwą pod Kazimierzem. Całe Podlasie zawrzało gorącym bojem. Oprócz poległych w Łapach żandarmów, 23go zaszła bitwa pod Surażem, gdzie powstańcy zdjąwszy najprzód dwie placówki, jedną z 6 a drugą z 8 ludzi złożoną, spotkali się z piechotą około 1,000 ludzi liczącą. Zachwieli się na i Kosynierzy pod ogniem tejże piechoty, lecz nie upadli na duchu i jakkolwiek złamali szerogi, rzucali się na walkę ręczną, w której przy pomocy 200 strzelców w myśliwską broń uzbrojonych, zdobyli na nieprzyjacielu amunicję, dosyć broni i zmusili go do odwrotu po wybiciu 7u ludzi z szeregu, a straceniu kilku zaledwie. Straszna to broń kosa w ręku chłopa polskiego. Inny zaś oddział maszerujący na Siedlec, spotkał się w tymże dniu pod wsią Stok z 400 piechoty i 100 kozakami, a siły takie w otwartem polu były zanadto przeważne dla dotrzymania im placu. Walczyli jednak masi wytrwale od 1ej do 5ej godziny rano i dopiero rano zmuszone zostały do odwrotu po utracie 10 w poległych, 26 rannych i 40 wziętych do niewoli, straty nieprzyjaciela zarówno są znaczne. W Radzyniu śmiertelnie ranni ze strony moskiewskiej jenerał Kanabich i major Mejbaum, poległych 5 żołnierzy i rannych 8; nasi utracili 2 poległych i 2 rannych, a między pierwszymi odznaczony w tej potrzebie walecznością Pyrkosz. W walce na ulicy Międzyrzeckiej w Łukowie poległo moskali 4, rannych 20; z naszej zaś strony poległych 3, rannych 3, bitwa ta głównie przez samych chłopów stoczona była. Pod Janowem i Kodniem również w tymże dniu co i na innych punktach, to jest 22, miały miejsce utarczki i z tych wyszli nasi zwycięsko. Nadto oprócz opanowania przez polskich partyzantów całej linii drogi żelaznej petersburskiej, znajdują się zbrojne oddziały przy drodze wiedeńskiej i bydgoskiej, dwa takież w Kaliskiem. Rozbrojono zaś moskali, no i odtąd doszły nas wiadomości: piechotę w Pniewie, gdzie poległ pułkownik żandarmów, w Ilży, Jedlinie, Mogielnicy, saporów w Kozienicach. A przy oddawaniu na prasę niniejszego numeru odbieramy ciągle wiadomości o szerzeniu się powstania w całym kraju. Tyle na dziś zebraliśmy wiadomości i te jakkolwiek pomieszane i pozbawione bliższych szczegółów podajemy, pełni nadziei, że przy urządzeniu się stałych między obozami a redakcją stosunków, będziemy mogli i częste, i pomyślne, a dokładne drukować biuletyny.

Warszawa 27 Stycznia. W tej chwili otrzymujemy niektóre nowe szczegóły o walkach […], w dniu 22 t.m. przy uderzeniu na Płońsk poległo z naszej strony 3 i rannych 3; moskali zabitych 9, rannych 10. Na Lubartów śmiały wykonano atak, w którym ciężko ranny pułkownik moskiewskiej artylleryi Tut, zabitych moskali 5, rannych kilkunastu, straty nasze mają być znaczne i dowodzą bohaterstwa nieuzbrojonych powstańców. W Szydłowcu rozbito zupełnie […] dwie kompanije piechoty, niedobitki ucieczką się ratowali, znużeni nasi […] odpoczywają czas jakiś w zdobytem miasteczku. W […] Moskwy padło z ich strony 9 i rannych 11.

STRAŻNICA.

Obecne powstanie nasze, wywołane niesłychanemi w dziejach świata gwałtami najazdu niemiecko – mongolskiego, na wskroś przeszyło całą Europę. Od zgniecionych głównie naszym orężem Turków, aż do odległej, nigdy nie będącej z nami w stosunkach Portugalii; od ludów słowiańsko – chrześcijańskich Turcyi, które w gorącej żądzy odzyskania niepodległości oglądają się często na łudzącą ją panslawizmem Moskwę, aż do adeptów komunizmu, dla których własność jest kradzieżą, a stąd naturalnych sprzymierzeńców carów, gdyż u nich kradzież jest właśnością; od doktrynerów wszelkiej nazwy i teoryi, że zaliczymy tu nawet drapieżnych liberałów niemieckich, aż do nieszczęśliwego ludu rosyjskiego, który by chciał się pozbyć wampirów żywiących krwią jego; wszystkie rządy i ludy, stronnictwa i odcienia, wszystkie w ogóle stany, od nędznej łopianki aż do pysznych pałaców, jednogłośnie wydały okrzyk zgrozy na zadawane nam męki, jednomyślnie objawiły życzenie, byśmy oswobodzeni zostali z ciężkiego jarzma niewoli. Tylko rząd podstępnego zawsze, a niegdyś lennika królów Polskich Brandeburczyka, który nikczemną zdradą prawych swych panów wyrosłszy do obecnego znaczenia, ręka w rękę iść chciałby z godną siebie fińsko – niemiecko – petersburską dynastią, tylko przekupieni kradzionem przez cara złotem jurgieltnicy, ośmielają się podnosić głosy przeciw świętej sprawie naszej. Dziwna to rzecz zaiste, że biedna, od dawna zapomniania, złupiona, uciemiężona, bezbronna, okłamana, okrzyczana za komunistyczną i oligarchiczną, za anarchiczną i służalczą, za jakobińską i Bóg wie jeszcze za jaką nieszczęśliwa Polska, łączy w jedną całość jak nigdy wszystkie rządy, ludy i stronnictwa i powszechne na raz zyskuje współczucie całego ucywilizowanego świata dla koniecznego swego zmartwychwstania. Ale jest to dopiero współczucie pełne westchnień, łez, gazeciarskich artykułów, mów i mówek większego lub mniejszego znaczenia politycznego, a nawet not dyplomatycznych, w redakcji których ważną odgrywa rolę gabinet […]. Tymczasem ludzie krótko widzący, łatwowierni, a po części tchórzliwego serca dają się łudzić przewrotnym mataczom, dążącym do osłabienia naszego powstania, a stąd po prostu do łatwiejszego zduszenia go. I wierzą w jakieś natychmiastowe pomoce zagraniczne, w jakieś, jeśli niezbrojne, to dyplomatyczne odbudowanie Polski, co na jedno wyniesie, ze marzą o wykrojeniu ze świętej ziemi naszej nawet jakiejś figi, nowej Kongresówki, z ukutemi przez obcych ustawami z obcym królem, pokornym służką tego lub owego z europejskich dworów. Łudzą się jednak łudzeni a łatwowierni politycy, jeżeli na dotychczasowym współczuciu Europy dla naszego powstania wielkie nadzieje opierają: bo gdybyśmy uwierzyli tym przewrotnym mataczom i założywszy ręce oczekiwali na pomoc zagraniczną, to w najszczęśliwszym razie całe to współczucie ludów, wszystkie mowy mężów stanu i noty rządów, skończyłyby się na tej śmiesznej amnestii cara, z którą tak pośpieszył, że aż w pierwszy dzień swej Wielkanocy telegrafem nas o niej zawiadomił, żądając małej rzeczy, bo tylko złożenia broni. Nie na to zdaje się chwyciliśmy za oręż, aby go złożyć na skutek udzielonej amnestii, przez nacisk rządów europejskich, nie na to wzięliśmy broń do ręki, aby ją złożyć wówczas, gdy dziki wróg napełnił pożogą kraj cały, gdy się skalał barbarzyńskimi mordami kobiet, dzieci, spokojrzyca obywateli i wojennych jeńców. Nie złożymy broni i na śmierć lub życia toczyć będziem dalej zażartą walkę z najezdzcami Ojczyzny naszej, a w walce tej nie będziemy się łudzić obcą pomocą, lecz na swe własne rachować siły. Mówiąc tu o tym powszechnym współczucie ludów europejskich mamy głównie na myśli odepchnięcie wszelkiego bezpotrzebnego oburzenia się obcą pomocą, nie zrzekając się jej bynajmniej. I owszem, wszelka pomoc, jaką tylko w śmiertelnej naszej z Moskwą walce otrzymać możemy, jest bardzo pożadaną i przybędzie bez wątpienia, ale skuteczne jej przybycie od nas samych, od nasze dzielności na polu bitwy i własnego kierowania ojczystą sprawą zależy. Przyjdźmy tylko do przekonania, że nikt nic nikomy darmo nie zrobi nie usłuży, że wszelka pomoc dawana jednemu przez drugi naród nie pochodzi nigdy z przyjacielskich stosunków, lecz zawsze leży w interesie pomoc niosącego – W interesie całej Europy leży zasłonięcie się od wylewu hord Kapczaku, od groźnej dla cywilizacji propagandy panslawistycznej; w interesie Europy lezy ukrócenie pysznych zachcianek petersburskich carów, a do utworzenia koniecznej tej tamy. Widzi jedyny tylko materiał, w groźnej niegdyś dla barbarzyńskich najazdów Polsce. Lecz po dość hałaśliwy a szybkim upadku Rzeczypospolitej. Po najbeszczelniejszym okłamaniu i ciągłem napadaniu przez morderców, po tym widocznym oglądaniu się na pomoce zagraniczne. W ciągu prac naszych nad odzyskaniem bytu narodowego, Europa z niedowierzaniem spogląda i bada, czy jesteśmy jeszcze tym samym dzielnym Piastów, Jagiellonów, a nawet Sobieskich narodem. Dlatego te ludy i rządy europejskie z pewną niewiarą w pomyślny skutek spoglądając na nasze ruchy od 25 lutego 1861r., bo byliśmy okrzyczani za lekki i niestały naród przeszły wkrótce w uwielbienie dla naszej wytrwałości, która się oparła wszystkim sztukom i zasadzkom stawianym przez Moskwę. Dlatego to cała Europa z politowaniem spojrzawszy na rozpoczęcie obecnego naszego zbrojnego powstania, w którym, że już nie wspomnimy o kosach, ale brakło nawet zwykłych kijów na uzbrojenie występujących przeciw najazdowi, wyjść nie może z podziwu i uwielbienia dla tej garstki bohaterów, która o chłodzie i głodzie, bez broni i najmniejszego punktu oparcia, umie od trzech już blisko miesięcy nie tylko opierać się, ale gromić niezliczone, karne, wyćwiczone i we wszelkie potrzeby zaopatrzone szeregi moskiewskie. Stosunek podobny walczących pod każdym względem niepojętym jest dla Europy i wywołał on to współczucie, które wycisnęło na carze amnestię. Dobre jest to współczucie, dobre te gadaniny i noty, bo stawiają naszą sprawę na stanowisku ogólnych europejskich zawikłań. Współczucie to nadto z każdym dniem się wzmaga i jest przy tym najwierniejszym barometrem postępu naszego powstania, już to rosnąc, już opadając w miarę nadchodzących z pola bitwy wiadomości. Lecz odniesienie korzyści z obecnego usposobienia Europy, zużytkowania go w zupełności dla siebie i podniesienia na stanowisko, na którem miejsce dzisiejszych bomb papierowych zajmie ofiara dział gwintowanych, od nas wyłącznie zawisło. Jeżeli bowiem powstanie swe będziem przeprowadzać słabo, jeżeli nie obrócimy na jego spotęgowanie wszystkich sił żywotnych narodu, wówczas trudno będzie uzyskać innej nas dzisiejszą pomocy od rządów europejskich. Ale przeciwnie, jeżeli spuściłby z uwagi, że poza nami stoi życzliwość całego świata, a uwierzymy we własne siły, w bohaterstwo młodzieży naszej i weźmiemy się do dzieła w ten sposób, jakbyśmy trzy na raz mocarstw o własnych siłach mieli do zwalczenia, to najmniejszej wątpliwości ulegać nie może, iż w miarę wielkości naszej oręża, zwiększać się będzie dla nas przychylność państw obcych, widzących konieczną potrzebę zasłonięcia się od Moskwy i tylko oczekujących na rękojmię z naszej strony czy zawarcie z Polską jawnego przymierza nie narazi własnych ich intersów. Przymierze z Polską, a to z Polską potężną, o własnych kroczącą siłach; dla wszystkich państw będzie rzeczą nader pożądaną. I o przyjaźń z nami wszyscy, począwszy od Turcji aż do Anglii ubiegać się będą, gdyż przychylenie się nasze na tę lub na ową stronę, będzie zawsze przeważać działania polityczne czy to w ogóle w kwestii wschodniej, czy też w szczegółowem grupowaniu się ludów słowiańskich, wyzwolonych spod łudząc ich panslawistycznej propagandy. Dojście do tego celu, uzyskanie zbrojnej pomocy na pokonanie Moskwy, powtarzamy raz jeszcze od nas, od energii z jaką wojnę prowadzić będziemy zależy. A skotro tylko wojska nasze oczyszczą jaką część kraju i zabezpieczą spokojną dla Rządy siedzibę, wówczas zwołamy, jako w bezkrólewiu, ogłoszonem jeszcze 1831r., Sejm Konwokacyjny, złożony z reprezentantów wszystkich ziem Rzeczypospolitej, z dokonaniem wyborów choćby w sposób jak na ostatni zjazd do Horodła, od razu zmieni swą postać rzeczy. Sejm taki bowiem oparty na starych, a nie przedawnionych prawach, ustanowiwszy dla tymczasowego biegu sprawiedliwości Sądy Kaptruowe, uchwaliwszy czas, miejsce i sposób wybrania posłów na Sejm Elekcyjny, dla obioru nie dożywotniego, lecz dziedzicznego króla i przeławszy swą prawą , z woli ludu płynącą władzę na Rząd Narodowy tymczasowy, otoczy go takim urokiem, że wszystkie przyjazne nam rządy europejskie śmiało się z nim porozumiewać będą mogły. Ale i sejm ten, do obrad którego dni kilka aż nadto wystarczy, nie przyniesie nam pożądanej korzyści, jeżeli coraz silniej, coraz dzielniej, coraz wytrwalej praw swoich orężem opierać nie będziemy. Bić się i bić potrzeba, a tymczasem nie ociągać z działaniem politycznem i nie oglądając się na to, co mocarstwa obce zechcą na jakim kongresie postanowić o naszych granicach i naszym przyszłym rządzie, śmiało, energicznie, tuż po Konwokacyjnym zebrać Sejm Elekcyjny i wolnemi głosami wolnych obywateli w godne ręce powierzyć Jagiellonów berło. Do przeprowadzenia tego wszystkiego niewiele czasu nawet potrzeba, bo dość chociaż parę województw stanowczo i skutecznie od najeźdźców oczyścić, by powstanie nasze na silnej postawić nodze i dojść do rządu trwałego, odpowiadającego wymaganiom innych rządów europejskich, a wówczas, śmiało to mówimy, nie zabraknie nam na silnej obcej pomocy. Nic nie jest niepodobnego do wykonania, jeżeli tylko szczerze weźmiemy się do pracy; a na dowód możności szczęśliwego wybrnięcia z trudniejszego daleko położenia niż […] nasze, przytoczymy z właśnych dziejów żywy tego przykład, pomijając nawet tak jadno bijącą w oczy kilkuletnią podjazdową wojnę o niepodległość Hiszpanów i to z najwyborniejszymi wojskami największego na świecie wodza. Za Jana Kazimierza trzy silne najazdy: szwedzki, moskiewski i wołoski całą zalały Polskę, a dwa bunty wewnętrzne, brandeburski i kozacki, połączenie się wielu możnowładców z wrogami ojczyzny, poddanie się wojska nieprzyjaciołom i ucieczka króla za granicę, zdawały się gotować już zupełną zagładę dla Rzeczypospolitej. A pomimo to wszystke ojcowie nasi nie straciwszy wiary w zwycięstwo, a zagrzani dzielnością Kordeckiego i Czarnieckiego, pokonali wszystkie przeciwności i wyrzucili wroga za granice Polski. Czyż więc dzisiej mniej zdolni jesteśmy do zwalczenia daleko słabszego niż wówczas nieprzyjaciela? Tylko poświęcenia się zupełnego dla sprawy i wytrwałości potrzeba, byśmy zapanowali nad położeniem. A tymczasem smutne nieraz z pola bitwy dochodzą nas wieści, gdyż pomimo niezaprzeczonego męstwa walczącej młodzieży, jeżeli w którem miejscu zdarzyło się nam doznać porażki, ta przegrana, ta zawsze i zawsze pochodziła bądź z winy walczących, bądź też dowodzących. Pomiędzy pierwszymi bowiem znaleźli się niekarni, nie przejęci powinnością żołnierza, zniechęcający się trudami wojny, nawet tchórze, a stąd rozłażą się, zniechęcają innych i uciekają z pola bitwy, rzucając popłoch do koła siebie, chcąc ukryć popełnione przeciw przyjętym obowiązkiem występki. Ta to, choć z resztą dość drobna zgraja, utworzyła gwardię wałęsających się uciekinierów, bez potrzeby z obozu do obozu przejeżdżających. Tym panom powiemy prosto, że nie ilość, lecz jakość żołnierza zwycięstwo przynosi, że każdy idący w pole dla wyswobodzenia ojczyzny, powinien pamiętać, iż go nie tylko nędza i kalectwo, ale nawet śmierć czeka, i dlatego kto się nie czuje zdolny do podobnego poświęcenia, niech lepiej siedzi w domu, skubie szarpie dla rannych i nie zjada bezużytecznie, przeznaczonego w obozie walecznych kawałka chleba. Niektórzy znów z panów dowódców, zbyt zajęci łatwo zyskanem stanowiskiem, a nie przejęci ważnością obowiązków przez też stanowisko na nich włożonych ślamazarni i niedołężni, często nie wiedzą gdzie się znajduje nieprzyjaciel, a w dodatku nie umiejąc, czy nie chcąc zabezpieczać się widetami, dają się podchodzić Moskwie najczęściej w czasie spoczynku lub posiłku, a nawet miało i to miejsce, że zdemoralizowawszy nieumiejętnemu prowadzeniem oddział, sami go rozpuścili, bezpotrzebny siejąc popołoch. Neptuna mając nadzieję, że władza naczelna to zło usunie, […].

STRAŻNICA.

Każda zbrodnia polityczna ma w sobie to szczególnego, że stara się odzieżyć w szatę prawa i pozorami sprawiedliwości osłaniać kałużę, w której się legnie. W imię najszlachetniejszych idei, władcy świata popełniali i popełniają najhaniebniejsze czyny: wszystkie przywłaszczenia tłumaczą się u nich koniecznością stanu i uświęcają traktami ku pogardzie praw Boskich i ludzkich. W tej sztuce fałszu celują nad innymi nasi wrogowie despoci Moskwy. Zamordowawszy Ojczyznę naszą i czując, że łup skradziony prędzej czy później z rąk wymknąć się musi, postanowili wmówić w świat cały, że prowincje litewskie i ruskie dawniej Rzeczypospolitej Polskiej nie zostały przez nich zabrane, lecz odebrane, że należą do nich prawem jednoplemienności i że chwilowo tylko szlakiem przemocy wchodziły w skład dawnej Polski. W poparciu tych pretensji Moskwa potrafiła sfałszować własną historię, obałamucić Europę, a nawet przez czas niejaki wprawić w wątpliwości naszych własnych pisarzy. Prawda jednak nie da się ani ogniem spalić, ani mieczem zgładzić. Pomimo piekielnych […] dobędzie się zawsze na jaw i słonecznym blaskiem swoim osmaży hezelną twarz fałszu, na próżno kuszącego się o zwycięstwo. Dziś kwestją była Polski rozejm na polach bitew Aleksandrowym mieczem. Jej synów, kreślących granicę dla ojczyzny szeroką krwi rzeką, a pomyślnym skutkiem rozpoczętych bojów ani powątpiewać się godzi; Moskwa czuje swą bezsilność wobec dzisiejszego powstania, a stąd niema tradycji, nie przebiera w środkach, by choć na jakiś czas państwowe szeregi, w ślepej zemście, będącej zawsze cechą słabego, pławi się we krwi dobijając rannych, mordując starców, kobiety i dzieci. Parta zaś oburzeniem przeciw sobie ludów całego świata i rotami dyplomatycznych rządów, stara się najbezczelniejszymi kłamstwami wywieść mniemane swe prawa do panowania w Polsce, chce się przedstawić za państwo Słowiańskie i niedostępnym nigdy od siebie podstępem i fałszem otumanić w tym względzie Europę, ku czemu głownie posługuję się swemu własnemu organowi, osławionym Nordem. Aby więc nikt niemiał, że milczenia przyznajemy jakąkolwiek słuszność kłamanym prawom Moskwy. Postaramy się po krótko, na podstawie najnowszych naukowych badań wykazać, do jakiego stopnia ohydy zła wiara Moskwy dla osiągnięcia zamierzonych celów postarać się unieść. Zacząć musimy od niezachwianego nikczemnego faktu że Moskale nie są i nie byli Słowianami ale należą do plemienia Ruskiego i stanowią jedno ogniwo wielkiego szczepu uralskiego podczas gdy miasta europejskie wraz z Slowianami należą do szczepu Indoeuropejskiego. Już Herodot pisze, że za Dnieprem mieszkały ludy koczownicze, a do Dniepru rolnicze. Nestor, najdawniejszy kronikarz Słowian wschodniej Europy, ten sam na którym Moskale opierają sfałszowaną swoją historię, opowiada, że za jego czasów w XII wieku, w miejscach gdzie dziś znajdują się tak zwane gabernije wielkorossyjskie: Moskiewska, Kaługuska, Orłowska, Kurska, Włodzimierska, Razańska, Niżegordzka, zamieszkiwali poganie Wes, Mera, Murama, Mordwa, Czeremisa, którzy mieli swój własny język, język zaś słowiański panował tylko na Rusi, to jest u Polanów, Drewlanów, Siewierzanów, Dulebóe i Wołynianów. Główne siedlisko tak zwanych Słowian znajdowało się od najdawniejszych czasów u brzegów Wisły. Tak twierdza historycy bizantyjscy i tak utrzymuje szafarzyk. Nestor stwierdza dotykalnie tę prawdę, nazywając Polanów i Radymiczanów Lechami, a ziemię Kijanów czyli Kijowiaków polską ziemią. Recz zatem oczywista, że ludy zamieszkujące tak nazwane Rusie, wyszły z nad brzegów Wisły i w niczem się zgoła od reszty Polaków nie różni. Zamęt prawdziwych pojęć wypływa głównie z nazw Rusi i Rossy, które podobieństwem brzmienia naprowadzają na najmylniejsze wnioski. Należy więc przypomnieć, że nazwa Rossy nie znana była do Piotra I, oraz nazwa Rusinów, Rusów nie była bynajmniej narodową Słowian nazwą. Wiadomo, że w IX wieku nie ziemię Słowiańską spadli przybysze Skandynawscy, tak zwani Warago-Ruscy, którzy opanowawszy kraje Słowiańskie i zagarnąwszy w nich władzę najwyższą, pozostawili im od własnego przezwania nazwę Rusi. Książęta Burykowisze ruscy zatonęli następnie w masie Słowian, przyjęli ich język i wiarę chrześcijańską; wojując potem położone na wschód kraje pogańskie, przez uralskie plemiona zamieszkiwane razem z władzą, wprowadzali tam wiarę chrześcijańską i cerkiewny język słowiański. Skutkiem ich usiłowań, jak powiada historyk rosyjski Karamzym, Wes, Mera, Murema, zmienili się na Słowian, przyjąwszy ich wiarę, język i zwyczaje. Zmiana ta jednak jest tylko powierzchniowa. Duch, charakter narodu, treść i istota życia zostały dawne, azjatyckie. Despotyzm, którym od sześciu tysięcy lat rządzone są ludy azjatyckie, obok dzikości i drapieżności, pozostał we krwi tych ludów, a koniec jego chyba w dalekiej przyszłości możliwy. Oskrob Muskala „znajdziesz Tatara” powiedział wielki człowiek, któż dzisiaj tego samego nie powtórzy? Tak to Moskale, plemię uralskie, stali się z pozorn Słowianami. Podobnie Niemandzki, zawojowawszy część Francyi, dali jej nazwę swą Normandyja, a w zamian przyjąwszy od zwycięzców język francuski, zdobyli Anglię. Język zaborców i zwyciężonych zlały się tu w jeden język angielski: przeciwnie Moskale, jako plemię niższe cywilizacyją, utracili swój język, przyjąwszy powoli język krajowców. Przykłady podobnego przejęcia cudzego języka dostarczają również Żydzi po kuli ziemskiej rozrzucani i znaczna części Słowian Bułgarów, mówiących tylko językiem tureckim. Do dziś dnia język guberniach: Moskiewskiej, Włodzimierskiej i okolicznych, dotąd zachował się w mowie swoje wyrazy codzienne, których nigdy zapomnieć i pozbyć się niepodobna. I tak: Bóg zowie się u nich stod, ojciec chrztu […]. Całą prawie szlachta rosyjska wywodzi ród swój od murzów tatarskich, a nawet dotąd z ogólnej liczby 150 000 szlachty, 40 000 wyznaje religię mahometańską. W XII wieku jeden z książąt Rurykowiczów założył wśród uralskiego plemiona księży na Suzdalu, z którego następnie powstało księstwo Moskiewskie. Tak dopiero zaczyna się historyja Moskwy, której nie marzyło się nawet dawniej zapierać sego i pochodzenia i nazywać siebie słowiańską, do tego stopnia, że najpierwszem jej dziełem po dojściu do pewnej potęgi było – obalenie Rzeczypospolitych słowiańskich Nowogrodu i Pskowa i barbarzyńskie wytępienie mieszkańców zbyt różnych od niej duchem, ideałami i pojęciami. Duch zaboru obcy ludom Słowiańskim, stanowi główną cechę dziejów moskiewskich. Podbiwszy niezmierne kraje fińskie i uralskie, Moskwa za Piotra I uważała za dogodne porzuciś narodową swoją nazwę i tytuł cesarstwa uralskiego zamieniła w dalekich widokach na cesarstwo wszech Rossy. Rzeczypospolita Polska po wielokrotnych odmowach przyznała ten tytuł dopiero Katarzynie II, która w deklaracji jednocześnie udzielonej oświadczyłą, iż biorąc tytuł imperatorowej wszech Rossy, nie ma zamiaru rościć jakiegonąd prawa, ani za siebie, ani za swoich następców, ani za swoje państwo, do krajów i ziem, które pod nazwą Rasi, czyli Ruteńi należą do Polski i do Wielkiego Księstwa Litewskiego. Katarzyna II, zbrodniami swemi wielka, poczęła ze wszech stron zastawiać sieci na zadławienie […] Polski, nie szczędząc żadnych środków dla dopięcia celu. Miiler uczony Niemiec, zgłębiają się w przeszłość, pierwszy począł wykazwać istotne pochodzenie Moskali i natychmiast padł ofiarą działań swoich. Dostał się pod opałę, rozprawę jego spalono, a on sam zmuszony został przyjąć zasady podane przez gabinet, mające na celu ukazać, że Rusini i Waragi, Słowianie i Moskale, są Słowianami, bo pochodzą od Rozotanów, to jest ludzi żyjących rozsiano, skąd i imię Rossjan. Szlecar i Tredjakowski, którzy chcieli pójść za śladami Millera, byli również karani ten ostatni, jak sam opowiada w skardze do senatu, otrzymał raz sto pałek, grogi raz czterdzieści i był policzkowany przez ministra dworu. Kiedy Strliter pisał o niesłowiańskim pochodzeniu Rusów, Katarzyna II ustanowiwszy komisję do wydawania dzieł naukowych, napisała dla niej własnoręczną notę, w której pomiędzy innemi znajdują się następnie godne pogardy słowa:
1) Wyda się to gorszęcem dla całej Rossyji, jeżeli przyjmiemy słowa Strittera o fińskiem pochodzeniu Rossjan.
2)Samo zgorszenie jest niemałym dowodem, że pochodzenia są różne
3) Chociaż Rossjanie od Słowian różnią się pochodzeniem, nie mają przecież odrazy do siebie.
Widziemy, że jeszcze Katarzyna II nie śmiała Rossjan robić Słowianami. Co większa wydała formalny ukaz na to: „że Rossjanie są Europejczykami” Z tego powodu sławny mówca odczywał się z mównicy konwencji: „Rossjanie są Europejczykami tylko przez ukaz swojej monarchini.” Znak to carowie moskiewscy fabrykowali i fabrykują historię swojego narodu. W dokonanym ich rozkazu przekładzie historyi rosyjskiej Karmazyna na język francuski, kazali pominąć wszystkie ustępy wykrywające prawdę, pod pozorem, że nie obchodzą cudzoziemców. Uję i przez Katarzynę II filozofowie francuscy XVIII wieka. Ten sam car w Paryżu podpisywał się na aktach dyplomatycznych „Ambasndeur de Moskowie” Sama zmiana nazwy kraju jest najlepszym dowodem azjatyckości Moskwy. W Chinach przy każdej znów nie dynastyi, zmieniane bywa nazwisko kraja. Gdyby zresztą nie istniały inne dowody, różnica charakteru pojęć, skłonności, byłaby obciążającym dowodem, że Moskale są ocby pochodzenia Słowiańskiem i pierwiastkowi europejskiemu. U Moskali panuje życie pastersko-kupieckie. U Słowian rolnicze; pieresi słabe mają pojęcie o własności ziemskiej i prawie gdy drudzy mają je silne; u Moskali wspólność posiadania u Słowian własność indywidualna, u Moskwy jak u wszystkich ludów azjatyckich panuje żywioł despotyczny, u Słowian konstytucyjny, u tamtych nieograniczone posłuszeństwo dla cara, u tych ubóstwianie wolności. Na każdym kroku przepaść niezgłębiona, dzieło samego Stwórcy, którzy w nieprzeniknionej mądrości swej rozdzielił ród ludzki na tyle ras odrębnych. Konsekwentnie w fałszu przedsięwziętym postępując Moskwa zamiast zaczynać historię swoją od rzeczywistego porządku to jest od utworzenia Księstwa Moskiewskiego w wieku XII, przywłaszcza sobie dzieje Słowian, cofa się do wieku IX i dzieje Nowogroda, Pskowa i Kijowa za swoje własne przedstawia. Pożyczywszy języka, ukradliwsze nazwę podszywszy się pod ród Słowiański, rozwija sztandar panslawizmu […] obchodzi w Nowogrodzie mniemane tysiąclecie byta swojego. Nigdy jeszcze fałsz bezczelnej nie pawił się na kuli ziemskiej i nigdy prawda sromotniej zdeptaną i sponiewieraną nie była. […]milionowe które zaleganie ziemie dawniej Rzeczypospolitej Polskiej, powiedziała dla czemu iskra zapalająca się u krawędzi Bałtyku, bieży niewstrzymanym pędem aż ku brzegom Czarnemorskiem, roznosząc wszędzie pożar niezgaszony. Dlaczego błysk zmartwychwstanie […] żywota aż po krańce […] wieści przebiega żyły wasze na widok Moskali, dlaczego poczucie zemsty was zapała, czemu ten sam zapał do walki z ziemi wre w duszach waszych? Wy wiecie i czujecie razem z nami, że jesteśmy bracią rodzoną; długo rozdzieleni złączyliśmy się dobrowolnie, rozdarci znowu, znowu się połączymy i będziemy stanowić jedność ciałem, tak jak duchem jesteśmy jednością. Tak, bośmy krew z krwi, kość z kości, duch z duchem, wspólnych ojców naszych. Jak ogień z wodą, tak caryzm mongolski z Polską jednej całości nie utworzą. Jedni obok drugich istnieć nie mogą ze sobą razem – nigdy! Składając się z wręcz przeciwnych sobie pierwiastków, odpychają się całą siłą, muszą też rozdzielić się, albo ostatecznie zgładzić. Napróż by usiłowano spoić to, co jest do spojenia niemożliwem. Walka Polski z Moskwą jest to walka pierwiastków słowiańskiego z mongolskim. Europy z Azją, wolności z niewolą, […]. Rozdział może tylko bój przerwać; żadne układy i kompromisy nie pomogą, walka musi być nieustanna, śmiertelna. Kto się temu sprzeciwia popełnia gwałt przeciwko rozumowi i przeciwko prawo boskiej sprawiedliwości!

RUCH.

.KOMITET CENTRALNY NARODOWY
jako tymczasowy
RZĄD NARODOWY.

Do Braci Litwinów!

Bohaterskie wystąpienia naszej popisowej młodzieży, która przełożyła śmierć na polu bitwy, nad ciężką niewolę w szeregach Moskwy, stało się hasłem do powszech nego powstania w Królestwie. Mimo braku wszelkich środków, mimo rzekomo niestosownej chwili , bez zbytecznej a zawodnej często rachuby, Komitet Centralny Narodowy ulegając konieczności, nie zawahał się ani na chwilę przed wielkim czynem i dołożył wszelkich możliwych starań, ażeby szlachtnem zerwaniem się Polski do zrzucenia z siebie jarzma, zapewnić jak najlepsze skutki i powodzenie. Oczekiwania nasze nie zostały zawiedzione. Legiony wyszłe z Warszawy, oraz ludność prowincji, z gołemi prawie rękami rzuciły się na wroga, a jednak wsparte pomocą Bożą, wszędzie prawie odniosły zwycięstwo. Dziś powstanie jest hasłem: Los Polski spoczywa na ostrzu kos dzielnych jej obrońców i bohaterów.

Cała Rzeczypospolita zagrzana przykładem Kongresówki, winna się rzucić na wroga i nie patrzeć obojętnem okiem, z zimną rachubą na ustach, na zapasy swoich bohaterskich Braci. Węzeł całego zadania jest w Litwie; powstanie Litwy decyduje o zmartwychwstaniu Polski i o śmierci wroga.

Litwini! Którzy od tylu wieków dzielicie z nami dobre i złe losy, wzywamy Was do broni! W waszem męstwie i poświęceniu spoczywa przyszłość kraju; Wasza obojętność na śmierć Braci, sprowadzi na wasze głowy przekleństwo potomności – jako na matkobójców, Komitet Centralny Narodowy, wielkie dzieło odbudowania Ojczyzny rozpoczął od uwłaszczenia włościan, od zystania krajowi mimo sowitych nagród płaconych, a sowieciej jeszcze obiecywanych włościanom za chwytanie powstańców – chłopska kosa niejednokrotnie zapewniła nam zwycięstwo.

Wzywamy więc Litwę i Żmudź do powstania powstania, którego pierwszym aktem ma być natychmiastowe uwłaszczenie włościan.

Dnia 29 stycznia 1863r. w Warszawie.

KOMITET CENTRALNY NARODOWY
jako tymczasowy
RZĄD NARODOWY.

Do Braci Rusinów!

Chorągiew powstania zatknięta została na ziemi Polskiej! Walka o niepodległość i wolność Polski, Litwy i Rusi, już rozpoczęta przez Młodzież Warszawską, opierającą się gwałtom moskiewskiej branki. Pod znaki narodowe śpieszą zewsząd gromady ludu, a bronią z rąk wroga wydartą i kosami rolników nie jeden już cios zadany wrogom. Powstanie szerzy się i wzmacnia, bo hasłem jego jest wolność i szczęście Narodu, a pierwszym jego czynem było wymierzenie sprawiedliwości licznej klassie włościan. Przez ogłoszone dekretem Rządu Narodowego uwłaszczenie, zyskaliśmy miliony owych obywateli, którzy pomimo różnic wiary i języka na całej przestrzeni Rzeczypospolitej, używać mają jednych i tych samych praw wolno o swoim losie stanowiących obywateli!

Bracia Rusini! Ziemia wasza od tylu wieków dzieląca z resztą Rzeczypospolitej wspólne szczęście i niedole, i dzisiaj rozbrzmieć powinna okrzykiem wolności! Na ziemi waszej, na waszych niwach krew rozlana, przyniesie zwycięstwo powstaniu! Pod kurhanami waszych stepów, carskie wojska znajdą dla siebie mogiłę, a kosy Wasze i Litewskie złączone z kosami Polskiemi, wywalczą niepodległość i wolność Polsce, Litwie i Rusi.

W jedności, w wytrwałości i w walce zaciętej, nieustraszonej i stanowczej, znajdziemy rekojmię zwycięstwa. Do tej walki, Rusini, wzywamy Was! – Wasza opieszałość, ociąganie się, może odroczyć chwilę ogólnego szczęścia. Nie stawiajcie się winnymi wstrzymania odrodzenia się wspólnej Ojczyzny!

Silny wróg jest przed nami, lecz bagnety i armaty cara, jego oszustwa i okłamywanie włościan w celu podburzenia ich przeciwko powstaniu, które im wolność, własność i obywatelstwo daje; jego intrygi, mające na celu rozerwać braterstw ludów Rzeczypospolitej, rozbijają się i upadną wobec chorągwi sprawiedliwości, którą niesiemy!

Do broni Bracia! Do broni wzywamy Was, a pierwszym aktem waszego powstania ma być natychmiastowe uwłaszczenie włościan!

Warszawa, dnia 5 lutego 1863r.

 

KOMITET CENTRALNY NARODOWY
jako tymczasowy

RZĄD NARODOWY.

Do Polaków w zaborze Austryackim i Pruskim!

Młodzież rzemieślnicza Warszawska zagrożona ohydną służbą u nieprzyjaciela, podniosła sztandar wolności! Gromady ludu stanęły pod nim, błysły kosy, krew się polała, a okrzyk do broni rozległ się po całym obszarze Polski. Na głos ten zerwał się Naród i poszedł w zapasy z najdzikszym i najstraszniejszym najazdem moskiewskim. Kilkadziesiąt potyczek i bitw już stoczonych zostało, - złamani nie zostaliśmy; owszem, wyszliśmy z tych pierwszych zapasów silniejsi, a wiara Narodu w opiekę Boga i zwycięstwo, wzmocniła się.

Rząd tymczasowy Narodowy rozpoczął walkę o niepodległość od uwłaszczenia włościan i równouprawnienie całej ludności Polski, bez różnicy stanu, wiary i języka. Akt ten daje Polsce miliony nowych obywateli, pomnaża liczbę jej obrońców i jest rękojmią, że sprawa, która rozpoczęła się od sprawiedliwości, zakończy się zwycięstwem. Rząd tymczasowy Narodowy wezwał więc całą ludność w zaborze moskiewskim zostającą do powstania, a powołując przytem cały Naród bez względu na kordony nieprzyjacielskie do działania, uważa za konieczne określić to działanie dla prowincji polskich, zostając za kordonem austryackim i pruskim.

Bracia! Wojna z carem moskiewskim, który jest najstraszniejszym z wrogów Polski, wymaga współdziałania wszystkich Polskich powinij i natężenia całych sił Narodu. Dlatego, tak w zaborze pruskim jak i austryackim, powstania być nie może i nie powinno. Konieczność zachowania się spokojnie w prowincjach: Wielkopolski, Pruss-Zachodnich, Warmii, w Małopolsce i na Rusi Czerwonej, nie uwalnia od udziału w powstaniu pod najazdem moskiewskim walczącym; owszem, udział ten jest obowiązkiem, którego niedopełnienie stałoby się występkiem wobec całego Narodu.

Ludzie ochotni do bitew i do obrony dobra Narodu, szczególniej zaś ludzie wojskowo uzdolnieni, niechaj dążą w szeregi Narodowe. Uzbrojeni, pod dobrem przewodnictwem przechodzić mają kordony i omylą czujność straży nieprzyjacielskiej.

Zasilenie powstania bronią, jest drugim obowiązkiem tych prowineij. Broń, czy to w większych Massach, czy też pojedynczo sprowadzana, zakupiona lub ofiarowana, dostawianą być powinna przez Was powstańcom, przez wszystkie punkta kordonow.

Trzecim obowiązkiem: jest płacenie podatku narodowego, który obracany być ma na zakupno broni.

Działanie wreszcie na opinię Europy, przez dokładne obeznanie ją z prawdziwym stanem rzeczy, z charakterem, siłą i rozwijanie się powstania, należy również do powinności Waszych. Spełnianie ich ochotne a gorliwe, z prowincji pod Austryą i Prusami zostających, uczyni bogate źródło zasilające powstanie w Kongresówce, na Litwie i Rusi; przyczyniła się do zrzucenia jarzma moskiewskiego, a więc do odrodzenia Polski!

Bracia! Z piersią okrwawioną, z mieczem w ręku i sztandarem Polski w dłoni, czekamy na pomoc waszą i żądamy jej w imię wspólnego dobra, to jest wolność i niepodległość Polski!

Warszawa, dnia 7 lutego 1863r.

 

Odezwa Jenerała M. Langiewicza do wojska.

Towarzysze broni! Półsotnia kozaków, jeden szwadron dragonów, jedna rota piechoty i jedna rota strzelców, ośmieliły się zaatakować nasz obóz. Wedle zwyczaju po zdradziecku i barbarzyńsku: przed rozpoczęciem boju zapalili miasto, ażeby tysiące rodzin po lasach i polach zmarniały od głodu i mrozów.

Towarzysze broni! Wasza dzielność ocaliła miasta i zmusiła wroga do haniebnej ucieczki. Jesteście kilkanaście dni pod bronią, a odwaga wasz, spokojność wasza, karność wasza, wesołość wasza i trwoga moskali nakazują mi sądzić, że jesteście osiwiałemi w boju żołnierzami. Jedlnia, Szydłowiec, Bodzentyn, Suchedniów, Baranowa-Góra, Wąchock, Święty- Krzyż i Staszów, w ciągu dwudziestu siedmiu dni okryły sławą Was obdartych, ogłodzonych, zziębniętych i strudzonych marszami i biwakami.

Kraj, który ma takich żołnierzy, musi być wolnym i potężnym. Towarzysze broni! Ojczyzna i historya Was nie zapomną.

Staszów, 18 lutego 1863r.

M. Langiewicz

 

 

- W imieniu Narodu Polskiego, Komitet Centralny jako tymczasowy Rząd Narodowy , mianuje niniejszym Jenerała Józefa Wysockiego naczelnym dowódzcą sił zbrojnych na lewym brzegu Wisły.

Dnia 17 lutego 1863r.

 

-Z następującymi numerami zostały wniesione składki do Kassy Głównej Rządu Narodowego: 20001-18, 33-37, 43-47, [...].

Warszawa dnia 10 maja 1863 r.



Jak Saturn swoje dzieci, Polska pożera swoich rządców. O tyle słaby o ile nienawidzący Polaków Gorczakow, tępego umysłu a dziki instynktowo Suchozanet, salonowy i o dzikość serca posądzany Lambert, na koniec wolnomyślny Telemak z wielkim mężem stanu swoim Mentorem, strawili się i zużyli, przesuwając szybko przed naszemi oczami jak cienie w piekle Dantego, tem zawsze do siebie podobni, że jedne i tez same zostawiają wspomnienia: podeptanych praw, niedotrzymanych obietnic, kłamstw i fałszu, gwałtów i zbrodni. Za uczciwego kiedyś miany Gorczakow, stanął przed sądem Najwyższego z krwią pierwszych ofiar zmartwychwstającej Polski , po 25 i 27 lutego, strwożony ogromem ruchu, silnego jednomyślnością i zgodą wszystkich warstw narodu, sam pozbawiony środków do czynnego oporu, zwodził nas i okłamywał, świecąc z daleka blichtrami łask carskich, dopóki rzeź 8 kwietnia, ślepym ludziom lub pragnącym się łudzić, nie otwarła oczu, Suchozanet napełnił opróżnione przez jakiś czas więzienia, wysłał tysiące młodzi na Sybir i rekruty a nieumiejąc odgrywać narzuconej mu roli, tarzał się jak tygrys skrępowany siecią carskiej woli. Lambert, spróbowawszy miodowych słówek i złotych obiecanek, ogłosił stan oblężenia i zbezcześcił kościoły. Wolnomyślny książę na pierwszy zadatek swoich błogich zamiarów wystawił szubienicę; dziś krwią zalewa nasze pola, w perzyną obraca miasta i sioła. Wielki mąż stanu, dla wielu tajemniczy jak Sybilla i z niezgłębionym jak przepaść rozumem; posądzany o piastowanie wielkich idei, kiedy nieograniczona pycha, nieokiełznana żądza wyniesienia się, były jedynymi sprężynami jego czynów; stawszy się wspólnikiem i pokrywką wszystkich zbrodni najazdu, opuszczony od zbłąkanych, którzy go schwytali jak jedynej deski zbawienia, oszukany od Moskwy, którą miał oszukać, a której tylko jako szyld polski do mydlenia oczów Europie był potrzebnym: stoi pod pręgierzem opinii świata, samotny, ponury, wściekły, bezsilny, jak szatan strącony w otchłań; opoliczkowany z trybuny wielkiego ludu jako renegat i zdrajca.

Znamy wszyscy dzieje tych lat ostatnich i na poparcie słów powyższych nie trzeba faktów w każdej tkwiących pamięci. Dziś, jak nowa groźba, jak morowa dziewica, zapowiadająca śmierć i spustoszenie, jenerał Berg nam się zjawił. Europa urzędowa, wierząca lub udająca, że wierzy w dobroć serca i błogie zamiary Aleksandra II, widziała w tym fakcie rzucanie nas na pastwe Mikołajewskiego systematu: próbowała nawet oburzyć się i rozgniewać; m obojętnie i zimno, bez przyspieszonego nawet bicia serca przyjmujemy nowego kata. My znamy jeden tylko system moskiewski, dla nas nie istnieje różnica między wielka Katarzyną, szalonym Pawłem, błogosławionej pamięci Aleksandrem I, dzikim Mikołajem, liberalnym Aleksandrem II; dla nas obojętną jest rzeczą, czy narzędzia tortur i męczarni nazywają się Paszkiewiczem, Konstantym lub Bergiem. Z tą samą gotowością do ofiar i poświęceń, z tą samą wiarą w świętość sprawy, dalej walkę prowadzić będziemy. Sto razy pobici, sto razy podniesiem głowę i sił niewyczerpanych konfederacyją Barską, powstaniem Kościuszkowskiem, rewolucyą Listopadową, stuletnim męczeństwem, obecny bój nie wyczerpie: chorągiew wolności nad stara Polską musi i będzie powiewać.

Wysypawszy na nas cały arsenał prześladowań policyjnych, wojennych, rozbójniczych, popaliwszy nasze miasta, pomordowawszy niewiasty i dzieci, doprowadziwszy nas do tego przekonania, do tej wiary, że zasłaniając się pięścią przeciw bagnetowi jeszcze jesteśmy bezpieczniejsi niż pod osłona carskich rządów; nagle spośród kul i kartaczy, spada na nas przebaczenie carskie!

Car powiada, że przebacza. Co go doprowadziło do tak dobrego humoru? Nie wiadomo; dość, że zamiast bombą, rzuca na nas kawałkiem papieru, nazwanym amnestią; powiada: nie gniewam się na was za to, żem się krwią waszą napoił.

Co to jest carska amnestya? Lud polski wie z kilkudziesięcioletniego doświadczenia, ze nigdy nic dobrego z rąk cara nie otrzymał, ani wtenczas kiedy car groził, ani kiedy

Dziennik Narodowy

Wydawany z upoważnienia rządu narodowego

Warszawa dnia 2 czerwca 1863r.

 

Warszawa 1 czerwca

 

Podając w całości noty dyplomatyczne przez wielkie mocarstwa do Moskwy wystosowane, mieliśmy szczególniej na względzie prowincją, gdzie dzienniki zagraniczne nie dochodzą prawie i gdzie najczęściej opierając się na fałszywych opierając się wieściach, przesadzonymi karmią nadziejami, lub w zgubne a nieuzasadnione wpadają zwątpienie; że zaś szczupłość ram naszego pisma, nie pozwala nam dawać not moskiewskich In extenso , poprzestaniemy na ich treści i ocenieniu.
I.

W odpowiedziach moskiewskich na noty mocarstw, wieje ten duch tradycji mongolskiej, przebija ten zachowawczy instynkt barbarzyńcy, który w chwilach niebezpieczeństwa w owczą przyodziewa się skórę, miodowemi przemawia słówkami, cichy jest i pokorny, dopóki się sposobność odwetu nie nadarzy. Moskwa wobec mocarstw występuje jako anioł pokoju i miłosierdzia, przybiera postać pokrzywdzonej i niezrozumianej przez świat ofiary; nagadana przez Francyą ażeby szukała środków postawienia Polski w warunkach trwałego pokoju z namaszczeniem woła przez usta chytrego dyplomaty: Cesarz właśnie niczego bardziej nie pragnie; pożądaniem jest tylko porozumienie w wyborze środków do tego celu prowadzących.
Czegóż więcej życzyć sobie można? Moskwa pragnie zgody z mocarstwami, w Polsce pragnie trwałego pokoju. –Nie przedstawia wprawdzie warunków zgody ani środków uspokojenia, jedno i drugie zbytecznem zapewne uznała, i słusznie. Mądrej głowie dość na słowie. Moskwa przekonaną jest, że Europa wie czego od niej chcieć mogą następcy Piotra W i Katarzyny II; czego się od niej spodziewać mogą potomkowie barskich konfederatów. Moskwa tak długo żyłą w zgodzie z Europą, że sama tradycja wytknie mocarstwom drogę postępowania: niech zatkają uszy na krzyk boleści i rozpaczy dolatujący z Polski, niech ludy domagające się sprawiedliwości zbędą jakąś czczą obietnicą lub omamia jakimś pozorem zadośćuczynienia niech przez szpary patrzą na ucisk i gwałty; niech fałsz i kłamstwo biorą za prawdę chytrość i czelność za rozum; niech wierzą bezwarunkowo każdemu carskiemu słowu a nade wszystko niech milczą, milczą i milczą . –
Moskwa tak długo dawała sobie radę z Polską, Polska tak długo była spokojną, po co szukać nowych a porzucać stare środki uspokojenia? Kto zna dzieje ostatniego stulecia wie czego Moskwa chce lub czego chcieć może.- Któż kiedy ma prawo o złe posądzać ją chęci? Dla wlej Polski pragnęła przede wszystkiem złotej wolności, byłą aniołem stróżem najdroższym przywilejów narodu: liberum veto i wybieralności króla. „Najpierwszym i najważniejszym jest interesem mocarstw sąsiednich, pisze Katarzyna II w instrukcji danej Keyserlingowi i księciu Repninowi, żeby elekcja w Polsce nie zmieniła się na dziedziczność tronu, gdyż zmiana ta pociągnęłaby za sobą wszystkie inne reformy dla nas szkodliwe”. Lękając się zniemczenia lub zfrancuzienia Polski Moskwa pragnęła dla niej króla Piasta, „któryby –pisze dalej Katarzyna- odpowiadał naszym wymaganiom, a swoje wyniesienie był obowiązany.” Król Piast z jej poręki nie zawiódł położonego w sobie zaufania: całował dłoń, która go tronem na wieczną obdarowała hańbę, czołgał się żebrząc o uśmiech, lub łagodne słowo wysokiej opiekunki, pozwolił wywozić biskupów i senatorów wolnego ludu, mordować wiernych synów ojczyzny; nareszcie za czczy tytuł królewski i liczą płacę, zgodził się na rozszarpanie kraju i zamieszkał w marmurowym pałacu.
Któż zaprzeczy, iż ćwiartując nawet Polskę, Moskwa jeszcze jej szczęścia pragnęła. „Mocarstwa, czytamy w dekleracyi Moskwy zapowiadającej pierwszy rozbiór, z zadowoleniem widziały swobodny i legalny wybór króla Stanisława Augusta, jak również zaprowadzenie wielu użytecznych instytucyi. Wszystko zdawało się zapowiadać Polsce i jej sąsiadom trwałą na przyszłość spokojność; lecz niestety duch niezgody opanowawszy część narodu zniweczył tę nadzieję… Obywatele uzbroili się jedni przeciw drugim …Czułe serce Katarzyny nie mogło zostać obojętnem na waśń braci, trzeba było jak najspieszniej szukać.

Dziennik Narodowy

Warszawa 21 czerwca.
W dniu 12 czerwca r. b. pod cytadellą warszawską spełniona została nowa zbrodnia, jedna z tych, jakich ciąg nieprzerwany stanowi historyę caratu moskiewskiego. Znowu dwóch męczenników padło ofiarą miłości dla ojczyzny; zginęli mężnie, ze spokojem chrześiańskim i odnieśli zwycięstwo duszy, jakiego nigdy nie odniosą ich bezduszni siepacze.
Napróżno Moskwa usiłuje egzekucyę tę nazwać wykonaniem wyroku. Jest to proste morderstwo! W całym świecie cywilizowanym wydają się wyroki z wyłuszczeniem powodów, ogłaszają się publicznie, a potem dopiero następuje egzekucya. Ale dokonać mordu po zbójecku, kryjomo, i po spełnionym fakcie obwieszczać o nim światu, z komentarzami, w których kłamstwo walczy o pierwszeństwo z bezczelnością, to rzecz nie europejska, nie chrześciańska – to rzecz mongolska, moskiewska!
Niezbyt dawno widzieliśmy sądy jawne, które skazały Jorszyńskiego, Rylla, Rzońcę, tam wyroki z góry były dyktowane. Potem były sądy publiczne bez wyroków, bo któż słyszał wyroki w sprawie sześcdziesięcu sześciu? Teraz znowu mamy najulubieńsze wyroki moskiewskie, bez sądów! Po co im sądy? Co czego prawo? Knut i szubienica, to są carskie prawa, oprawcy- to carskie Solony i Likurgi.
Żadnego oskarżania, żadnych dowodów, żadnej obrony! Uwięzić i powiesić- dwa wyrazy, w których mieści się extrakt pojęć moskiewskich o sprawiedliwości. Początek i koniec, to dosyć dla cara. Kto uwięziony- ten winien, kto winien- musi ginąć… Byt’ po siemu!
Niepodobna z zimną krwią czytać ohydne nekrologu, ogłoszonego w Dzienniku Powszechnym, a mającego służyć niby jako usprawiedliwienie dokonanego mordu. Czytajcie od początku do końca i powiedzcie za co Abichta i Konarskiego za śmierć skazano? Opis życia poprzedniego, bezczelnie fałszowany, rozwiązuje zagadkę. Powieszono ich za to- że śmieli się urodzić i śmieli żyć na świecie.

Miejsca drukowane cursive mają być wezwątpienia owemi zbrodniami na śmierć zasługgującemi. Abicht pracował w drukarni Kołokoła, wstąpił do towarzystwa rewolucyjnego i wybrany był na członka Komitetu Polskiego. Gdzie? W Londynie! Śmierć Abichtowi, za to, ze w Anglii nie był Anglikiem, ani Moskalem.
Miał poruczone udanie się do Polski w charakterze emissaryusza, widział się z Ludwikiem Mierosławskim, jeździł dwa razy z Paryża do Londynu, mieszkał w Warszawie za fałszywemi passportami? Co za zbrodnie niesłychane!
Starał się zaprowadzić kółka rewolucyjne trudnił się rozszerzeniami gazet potajemnych, namawiał obywateli do zbliżenia się zwłościanami i pozyskiwania ich zaufania. Śmierć, śmierć buntownikowi! Car zna tylko jedne kółka, te, które skuwają kart do taczek katorżnych; Car nie lubi gazet nie cenzurowanych. Car daje czyny, ordery i ruble tym, co zbroją chłopów w bratobójcze noże;- dla tych, co głoszą miłośc, ma szubienice i kopalnie Sybirskie.
Abicht otrzymywał zlecenia od Komitetu, donosił mu o skutku swoich działań,- ależ cały naród polski zasłużył na śmierć podobną, bo cały naród czyni to samo co Abicht.
Sąd wojenny polowy, na podstawie okoliczności i własnych zeznań obwinionego, wydał swój wyrok. Pytamy się, gdzie zaczerpnął tych okoliczności, jaką drogą, od kogo wiadomości swoje ściągał,- na jakich opierają się dowodach, co jest prostą wiadomością, a co zeznaniem obwinionego? Sąd jawny, nie potrzebujący się kryć, mógł jasno, wyraźnie wypowiedzieć swoje przekonanie, mógł obnażyć sumienie swoje przed światem i wydać wyrok głośno, jak sąd, a nie jak zebranie płatnych morderców.
Lecz próżno jest badać sprawiedliwość moskiewską, która w ciemnościach żyje i boi się światła.

Dziennik Narodowy

Wydawany z upoważnienia rządu narodowego

Warszawa dnia 30 sierpnia 1863

Nr 8

 

Warszawa dnia 29 sierpnia…

POLSKA I EUROPA

Kiedy w końcu przeszłego stulecia, osłabiona wewnętrznem przesileniem upadła Polska pod naciskiem otaczającej jej zewsząd przemocy i zdrady rozległy się w angielskich i francuzkich parlamentarnych salach przemowy za nieszczęśliwym narodem, dzienniki sypnęły na narodobójców szeregi morderczych artykułów; ludy Europy objawiły wszędzie sympatyę pogromcom Turków i Mongołów, i – Europa uznała fakt spełniony, zbrodnię dokonaną w jej łonie.
Żywcem pogrzebiony Naród oczywiście nie mógł iść w ślady Europy. Założył krwawą prostacy na polach Lombardyi nad brzegami Tybru, Renu, Minc. Najwaleczniejszy i najwierniejszy towarzysz krzewiciela nowej ery ludzkości Napoleona Igo, zyskał nareszcie kęs ziemi, nazwany Księstwem Warszawskim. Wśród ówczesnych szybkich przemian losu, wśród widoku państw wznoszących się orężem i ginących od oręża, Naród Polski uważał ten kawał ziemi tylko za obóz, na którym miał możność uorganizowania się ku odebraniu wszystkiego przy pierwszej sposobności. Szczupła budowa runąć musiała wraz z jej założycielem. Obradująca na kongresie wiedeńskim Europa obeszła się bez reprezentanta dwudziestomilionowego narodu, potwierdziła na nowo rozbój na nim popełniony; bądź to jednak na uspokojenie własnego sumienia; bądź na pokrycie tej niesprawiedliwości, zagwarantowała istnienie i rozwój narodowości polskiej pod trzema przywłaszczycielami. Według ducha i litery tego traktatu, Polska miała być pozbawioną tylko samoistności i jedności politycznej. Nikt zapewne z szanownego grona zebranych tam dyplomatów nie ukrywał sobie, że wilkowi owce poruczono, a Europa była zmordowana długim pasmem bojów, bez wojny nowej nie zdołałoby uzyskać skradzionego dziedzictwa Jagiellonów; załatwiono więc sprawę tak, aby choć tymczasową uzyskać spokojność. Część owych instytucyj zagwarantowanych ziemiom polskim (nie tylko kongresowemu Królestwu) nigdy nie weszła w wykonanie, część wprowadzono na to, aby obrzynać i zmniejszać po trochu. Polacy, więcej niż inne narody wycieńczeni długoletnią wojną. Bez krwawej opozycji poddali się nowemu swojemu losowi, a nawet i ludzili się nieco obietnicami liberalnego cara Alexandra Igo, zapowiadającego rychłe przyłączenie reszty ziem polskich do Królestwa. W 1831 roku nie gwałcenie konstytucji było powodem powstania ale przekonanie, że tylko orężem, tylko niepodległością dojść możemy do całości ziem naszych, całości praw, religii, obyczajów, swobód, oświaty. Przekonanie to przyszło nie tylko tak późno: już w 1816 roku zawiązywało się w Polsce spiski i tajne stowarzyszenia; ale naród potrzebował spoczynku, potrzebował zebrania sił do nowych zapasów. Gwałty Mikołaja wyrwały go z tego spoczynku: ostatnia wówczas nadzieja Narodu, wojsko miało być zwinięte lub użyte za siepacza, za narzędzie despotyzmu w Europie. Zażądano zaparcia się przewodniej idei Polski, idei wolności, i Polska powiedziała nie, Polska z nową energią rzuciła się na wroga.
Cóż na to powiedziała Europa?

Europa zabrzmiała znowu pochwałami bohaterskiego narodu, wyzywającego do walki kolos Północy; skrzypnęły pióra publicystów, zahuczały mityngi, zadeklamowały trybuny, poruszyły się żółwie dyplomatyczne- i całą ta grzmiąca kaskada spłynęła do jednego zbiorowiska nazywanego sympatyą, a błyszczącego dopóty, dopóki nie ogłoszono w Paryżu, że porządek panuje w Warszawie.
Mikołaj tyran, którego imie historya stawi obok Neronów, Kaligulów, Iwanów Groźnych, przez dwadzieścia kilka lat pastwił się nad Polską wyszukaniem i okrucieństwami, prześladowaniami, którym tylko katakumby pierwotnych chrześcijan dorównywają, a Europa milczeniem obojętnem brała na siebie część odpowiedzialności za te wszystkie

KONTAKT

REKRUTACJA

ZASTĘPSTWA

PLAN LEKCJI

SAMORZĄD UCZNIOWSKI

DZIAŁ PRZYRODNICZO MATEMATYCZNY

DZIAŁ
HUMANISTYCZNY

DZIAŁ
JĘZYKÓW OBCYCH

DZIAŁ SPORTOWY

DZIAŁ
ARTYSTYCZNO-
KULTURALNY

PLANETARIUM

SZUKAJ